MAGDA + ARTUR 11/09/2010

 

Pierwszy ślub jaki urządziłam był moim ślubem ;) Od zawsze wiedziałam, że planowanie i organizacja mojego ślubu będzie dla mnie niesamowitym przeżyciem. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że planowanie ‘wejdzie mi w krew’ i zajmę się tym zawodowo! Doszłam do tego po ślubie, kiedy już było po wszystkim, a ja nadal śledziłam portale ślubne, oglądałam sukienki i wyszukiwałam nowe motywy ślubne. Mąż był zdziwiony i rozbawiony. Nasz ślub już odbył się przecież i nie powtórzy się ;) Znajomi zaskoczeni, że w ogóle sprawia mi to przyjemność, kiedy większość par już w czasie planowań ślubnych tracą cierpliwość! W końcu wszyscy zaczęli pytać: Dlaczego nie zajmę się tym na poważnie? Początkowo nie myślałam o tym, ale ponieważ z każdym krokiem upewniałam się, że jestem w tym dobra… to zaczęłam działać! ;)

Dla nas drugiego Ślubu nie urządzę, choć gdybym mogła, urządzałabym własne wesele co roku ;) Swoją energię i chęci mogę na szczęście dawać innym i tworzyć nieskończoną liczbę projektów ;)

Znając się 4 lata ja i Artur postanowiliśmy się pobrać. Wybieramy jesień i wrześniową datę. Dwuznaczną, bo 11 września, jednak dla nas ta data na zawsze pozostanie w pamięci jako bardzo ważne i szczęśliwe wydarzenie.
Tego dnia poranek zaczął się deszczowo, ale na szczęście już około 12 przestało padać. Ślub odbył się w kościele przy ul. Jana Pawła II o godzinie 15:30. Skromnie, tak jak chciałam, prowadzona ku wielkiej dumie przez mojego Tatę :) Chwilę później już jako małżeństwo zostajemy obficie obsypani płatkami róż i monetami na szczęście.

Na miejsce uroczystości weselnej wybieramy Pałac w Wierzchowiskach, znany z historycznej atmosfery, stylowego wystroju i wyśmienitej kuchni.
Pozostając w pałacowej atmosferze projektuję kremowo-brązowe zaproszenia. Papeterię do wnętrza wybieram w bladym różu z kremem.
Suknia Justina Alexandra, model 8483 z bogatą gipiurą, do tego długie kolczyki i buty w podobnym design. Bukiet z anturium i róż w wyjątkowo głębokim różu. Stoły zdobią wysokie bukiety, nawiązujące do bukietu Pani Młodej i druhny.

O północy wzruszające podziękowania dla rodziców i krótkie, zabawne oczepiny. Wśród efektownej poświaty na salę wjeżdża tort, niepowtarzalny i niesamowicie wyjątkowy - najlepszy jaki jadłam! Połącznie bakaliowego biszkoptu, musu waniliowego i czekoladowego, a pomiędzy nimi gruszka. Goście są zachwyceni.
Uroczystość weselna przebiega bez skazy, zwieńczona doskonałą obsługą kelnerską.